Dr n.med. Michał Elwertowski: Trzeba lubić to, co się robi

Ludzie nie mogą się Pana nachwalić w sieci. Wiele osób pisze wprost  „ocalił mi życie” albo „uratował mnie przed biopsją”. Jest Pan niewątpliwie ikoną polskiej radiologii. Gdyby miał Pan udzielić kilku rad młodym ludziom, studentom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ultrasonografią, co by to było?

Dr Michał Elwertowski: Przede wszystkim trzeba lubić to, co się robi. Może to jest truizm, ale kiedy ja zaczynałem karierę, to myśmy nie mieli żadnych wskazówek. W tamtych czasach motywacja finansowa nie istniała, wszyscy zarabiali tyle samo. Każdy decydujący się na określoną część medycyny wybierał to, co było mu najbliższe, w czym chciał się realizować. W moim wypadku to była ultrasonografia.

Dr n.med. Michał Elwertowski w trakcie konferencji ultrasonograficznej organizowanej przez Fundację Mocni na starcie.

Sam z ultrasonografem po raz pierwszy zetknąłem się dopiero po 5. roku studiów. Dzięki rodzinnym znajomościom wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, gdzie włóczyłem się po różnych szpitalach, po różnych oddziałach. Właśnie tam pokazano mi ultrasonografię. Jeden ze starszych amerykańskich kolegów poradził mi, żebym zajął się tym w Polsce. Wróciłem do kraju i okazało się, że  stoją tu dwa aparatyjeden na Banacha, drugi w instytucie onkologii na Wawelskiej. Poszedłem do tego pierwszego szpitala i powiedziałem, że chcę zostać pracownikiem zakładu medycyny nuklearnej. Wtedy nikt nie stawiał przeszkód. Były etaty, nikomu to nie przeszkadzało. A ja chciałem pracować samodzielnie od najwcześniejszych lat. Ultrasonografia gwarantowała mi największą samodzielność spośród wszystkich specjalizacji medycznych. Byłem samodzielny odkąd siadłem do aparatu. Byłem już tylko ja, pacjent i to urządzenie.

Co Pan rozumie mówiąc samodzielność?

Dr Michał Elwertowski: To podejmowanie samodzielnych decyzji bez konieczności konsultacji z kimkolwiek. Ultrasonograf to narzędzie, które pozwala po prostu usiąść do pracy i w trakcie badania postawić rozpoznanie.  

A co jest potrzebne do postawienia trafnej diagnozy w badaniu ultrasonograficznym?

Dr Michał Elwertowski: Istotne jest tu kilka czynników. Po pierwsze potrzebna jest wiedza w zakresie anatomii topograficznej. Tego się można nauczyć niekoniecznie podczas studiów, ale należy tę wiedzę mieć. Druga sprawa to zaplecze kliniczne. Nie jest łatwo uczyć się ultrasonografii, jeśli się go nie posiada. Trzeba mieć możliwość weryfikowania swoich rozpoznań, szczególnie w przypadkach chirurgicznych. Pracując w szpitalu na Banacha często asystowałem w operacjach pacjentów, u których wcześniej coś rozpoznawałem. Dzięki temu miałem możliwość sprawdzenia, co tak naprawdę zadziało się u konkretnego chorego. Nie było wtedy problemu z dostępem do sali operacyjnej, bo zawsze chirurdzy potrzebowali trzeciego to wiązania supełków i trzymania haków. To bardzo pomagało mi w rozwinięciu moich umiejętności.

Mówi się, że USG to stetoskop lekarza XXI wieku. Niestety studenci kierunków medycznych oraz młodzi lekarze, z którymi spotykamy się w trakcie szkoleń, skarżą się na niedostateczną liczbę zajęć praktycznych z aparatem ultrasonograficznym. Z czego to Pana zdaniem wynika? Jak to zmienić?

Dr Michał Elwertowski: Uważam, że jak się bardzo chce, to można wszystko. Według mnie  możliwość poćwiczenia na aparacie zawsze istnieje. Na uczelniach działają koła zainteresowań, jest nadzór lekarski itd. Problem polega na tym, że aparaty dla studentów są dostępne tylko w takich godzinach, aby to nie kolidowało z pracą szpitala. Na to się zbyt wiele nie poradzi. Trzeba wziąć pod uwagę, że jest spora kolejka chętnych do praktyki na urządzeniach. To też nie ułatwia sprawy.

Mam nadzieję, że salki USG oddawane do użytku przez naszą Fundację wkrótce odmienią ten trend i za kilkanaście lat będziemy mieli wielu ekspertów Pana pokroju. Podobno potrafi Pan za pomocą kilku przyłożeń głowicy postawić trafną diagnozę, której nie mogli doszukać się inni lekarze mając w ręku wyniki tomografii komputerowej. Tak w Internecie piszą o Panu pacjenci. Czy jest jeszcze coś co może Pana zaskoczyć?

Dr Michał Elwertowski: Zawsze! Mogę Pani zdradzić „tajemnicę kuchni”. Znalazłem coś, czego nie znalazła tomografia, bo nigdy nie czytam wyników innych przed wykonaniem swojego badania.  Czytam je dopiero, kiedy skończę. Zaczynam zawsze od rozmowy z pacjentem. On opowiada mi o swoich dolegliwościach, a ja na te dolegliwości kliniczne robię badanie i dopiero wtedy porównuję z przyniesionymi wynikami.

Czyli rozmowa z pacjentem to klucz do sukcesu?

Tak i to też jest moja rada dla młodszych kolegów. Tam gdzie tylko można prowadzić wywiad z pacjentem – dajmy na to w czasie badania jamy brzusznej, badania ortopedycznego, badania piersi – trzeba  rozmawiać o dolegliwościach. Ja wiem, że przy 20. czy 30. osobie to już może się lekarzowi czkawką odbijać, ale ludzie często coś bardzo fajnego mówią, coś, co się może przydać przy postawieniu diagnozy. Dla przykładu: przedwczoraj przyszedł do mnie pacjent zakwalifikowany na dializy. Nieszczęśliwy człowiek. Bardzo chory. Miał przeszczep nerki. Organizm tę nerkę odrzucił. Żeby nie było to jest pacjent z wybitnej kliniki transplantologii. Ktoś jednak nie pomyślał, że może mieć guzki w przytarczycach, które mu zaburzają gospodarkę wapniową. Najpierw choroba mu zniszczyła nerki, potem dializy spowodowały powstanie guzków a na koniec – ponieważ nikt tego nie usunął i nie wyleczył – guzki zniszczyły też przeszczepioną nerkę. A jak na to wpadłem? Przy badaniu brzucha i badaniu nerek facet powiedział, że go stawy bolą. I tu trzeba szukać przyczyny.

Gdyby miał Pan wskazać jedną z chorób cywilizacyjnych, którą można w dużym stopniu wyeliminować dzięki powszechnemu dostępowi do USG  – mam na myśli działania profilaktyczne – co by to było?

Dr Michał Elwertowski: Obawiam się, że to nie zadziała na tak dużą skalę. Problem leży gdzie indziej. Jeszcze raz wrócę  do rozmowy z pacjentem. Gdybym nie wykonywał badania, a potrzymał pacjenta przez 10 minut za rękę i z nim porozmawiał, to połowa wyleczyłaby się bez włączania aparatu. Coraz częściej obserwuję u pacjentów objawy somatyczne nerwicy. Chodzą po ulicach jak jakieś duchy nawiedzone. To nic innego jak zespół psychosomatyczny. Najpierw boli ich głowa, potem zaczyna boleć brzuch. Przychodzą do mnie i staram się odblokowywać głowę, bo wiem, że w brzuchu nic nie ma. Dlatego młodym radzę zawsze rozmawiać z pacjentem. Za moich czasów nas jeszcze tego uczyli. W tej chwili nie ma na to czasu. Młodzi nie są w stanie się tego nauczyć, bo przechodzi się na pracę z fantomami. I to też jest trochę wychowywanie kalekich lekarzy, bo nie będą leczyć lalek tylko żywe osoby.

To nie brzmi optymistycznie. Co w takim razie mają robić ci młodzi ludzie, by osiągnąć sukces? Jakie mają dostępne narzędzia?

Trzeba obejrzeć ileś tysięcy tych badań. To, co przysługuje do certyfikatu, to jest jedynie fundament, na którym każdy sobie buduje własny domek. Tak, własny domek, bo jednego interesuje gastrologia, drugiego badanie piersi, trzeciego tarczyca. Do tego potrzebny jest czas i doświadczenie. Mój kolega, Marek Nowak, kiedyś powiedział, że trudne jest tylko pierwsze 20 tysięcy badań. I to jest prawda, choć on myślał wtedy o całości ultrasonografii. Kiedyś myśmy robili absolutnie wszystko. Nie było tylu aparatów, więc jak przyjeżdżali pacjenci na badania ortopedyczne, to się robiło, przyjeżdżała ciężarna, to też się robiło, badania ginekologiczne – to samo. W tej chwil to jest tak podzielone, że niestety obecny absolwent nie zbada całości brzucha. Nie jest do tego przeszkolony. Nie szkoli się ludzi, którzy badają jamę brzuszną do badań ginekologicznych.

No właśnie, próbuje Pan przeforsować pewne zmiany w tym zakresie.

Tak, bo to jest bardzo duże nieszczęście! Pacjentki po menopauzie, po 60 roku życia przestają chodzić do ginekologa. W ich świadomości taki doktor już nie istnieje. Panie skarżą się na ból brzucha, na wzdęcia, zaparcia, infekcje dróg moczowych, a ja badając jamę brzuszną jestem jedynym, który widzi ginekologię. Tam mamy raka szyjki macicy, nowotwory jajnika. Ja to powinienem umieć zbadać, bo inaczej nikt tego nie zrobi. Taka starsza kobieta trafi do ginekologa dopiero, kiedy będzie miała ostre objawy i zaawansowane stadium raka. Ja badając brzuch wykrywam wczesne nowotwory, a ginekolodzy u tych samych pań wykryją nowotwory nieoperacyjne. W wielu przypadkach może być za późno. Dlatego walczę o to, by podstawowe badanie ginekologiczne włączyć do certyfikatu z jamy brzusznej.

Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia na naszych szkoleniach!

Rozmawiała Paulina Adamczak

BIOGRAFIA:

DR N. MED. MICHAŁ ELWERTOWSKI

Zajmuje się diagnostyką USG od 1978, od 1984 całkowicie poświęcił się temu zagadnieniu, wykonał ponad 300 000 badań USG.

Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie. Specjalista medycyny nuklearnej. Od początku pracy zawodowej związany z diagnostyką USG. Od 1994 roku konsultant ds. USG Kliniki Chirurgii Naczyń i Chorób Klatki Piersiowej szpitala CSK Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. Autor ponad 30 prac naukowych i kilkunastu rozdziałów w podręcznikach chirurgii i radiologii poświęconych diagnostyce USG. Od 1995 członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego. Wspólnie z prof. A. Nowickim, kieruje szkoleniami z zakresu diagnostyki dopplerowskiej w Polskim Towarzystwie Ultrasonograficznym.